poprzednia galeria

Michał

rocznik '83, triathlonista

Kiedy to piszę jestem świeżo po zawodach w Poznaniu, gdzie dostałem swoją pierwszą "żółtą kartkę" - karne minuty doliczone do osiągniętego czasu. Za wcześnie odpiąłem kask...

Michał. Sam dokładnie nie wie skąd mu się to wzięło. W czasach szkolnych na WueF często przynosił zwolnienia i usprawiedliwienia. Obecnie, jeszcze przed upływem ósmej godziny stacjonarnej pracy łapie się na tym, że „przebiera nogami” pod biurkiem, zastanawiając się czy po pracy będzie pływać, biegać czy jechać rowerem. Najbardziej w triathlonie uwielbia nieprzewidywalność. Zestaw zmiennych i okoliczności, którym przychodzi stawiać czoła w trakcie zawodów jest za każdym razem inny. Czynniki, które zależą wyłącznie od uczestników: jak forma i dyspozycja jak i te zewnętrzne: awaryjność sprzętu, zmieniające się warunki środowiskowe czy atmosferyczne niejednokrotnie pokrzyżowały plany. W pewnym momencie przebite dętki czy złamane szprychy przestaje się liczyć. Triathloniście towarzyszy swoiste pytanie jak poprawić wynik w jednej dyscyplinie bez uszczerbku w pozostałych. Świetny kolarz niekoniecznie dobrze pływa etc.

Mówi: Dla mnie takie zawody zaczynają się jeszcze przed startowym wystrzałem... Czy zdążę odebrać numer startowy i do strefy zmian wstawić rower? Czy zdążę ubrać piankę? Czy zabrałem wszystko co będzie mi niezbędne? Akcja i stres, a jeszcze nie wystartowałem.

następna galeria