poprzednia galeria

Michał

rocznik '85, szef bractwa Zakon Świętego Płomienia

 

Post-apo jest straszliwie czasochłonne,
ale czy warto robić coś na pół gwizdka?

Post-apo to w sumie taki trochę pomysł na życie. Tylko czym jest to post-apo? Jest to dość ciężko definiowalne. Dla jednego to udział w konwentach i larpach, dla drugiego będzie to podnoszenie swoich umiejętności w zakresie przetrwania w trudnych warunkach, a dla jeszcze innego będzie to piwo z kolegami przy ognisku w jakimś opuszczonym miejscu.

A dla mnie? Wszystko to oraz wiele więcej.

Zabawne w post-apo jest to, że nie da się przewidzieć gdzie człowieka z czasem zaniesie. To co zaczęło się dla mnie od wyjazdu na zlot dobrych 8 lat temu, ewoluowało przez ten czasy, nie tylko w organizację własnej imprezy, ale również we wszelkiej maści wyjazdy eksploracyjne. Najpierw człowiek pojechał na jeden opuszczony budynek, wypił piwko z kumplami, a teraz jest w stanie opowiadać o historii wielkich kompleksów produkcyjnych III Rzeszy ulokowanych na terenie Dolnego Śląska albo zabrać znajomych w podróż po Wrocławiu widzianym od zupełnie innej, takiej prywatno-historycznej, strony.

następna galeria