poprzednia galeria

Violetta

rocznik '87, magia teatru

Kiedy wynajmujesz pokój, właściciel nie gotuje Ci rosołu.
Pani Zofia dała mi namiastkę domu rodzinnego.

Kiedy myślę o moim życiu, to widzę je jako dwa etapy, ten przed i po zamieszkaniu we Wrocławiu. Pamiętam pierwszy dzień, po przyjeździe gdy kupiłam mapę miasta, miasta które dziś nazywam domem. Przejechałam tu żeby po ukończeniu Liceum Plastycznego w Kielcach kontynuować naukę na Akademii Sztuk Pięknych.

Sześć lat temu kiedy, stałam przed Dworcem Głównym we Wrocławiu nie mogłam jeszcze wiedzieć, że uda mi się spełnić nie tylko w plastyce, ale za sprawą przypadku poznam magiczny świat teatru. Za namową przyjaciółki wybrałam się na spektakl teatru improwizowanego, w którym to wzięłam udział i… zakochałam się! Dziś nie jestem widzem, ale współtworzę "Improwizowane Poniedziałki", gram w spektaklach, ale również projektuje scenografie.

Osobną historię stanowią ludzie, których poznałam we Wrocławiu. Mogłabym wymienić wiele nazwisk, jednak z wielkim sentymentem wspominam już nieżyjącą Panią Zofię, która pochodziła z okolic Lwowa i została przesiedlona w czasie II wojny Światowej. Była ciepłą i dobrą osobą, dawała mi namiastkę domu rodzinnego, który opuściłam jadąc na studia. Po jej śmierci wnuczka pani Zofii wyrzuciła większość jej rzeczy, ale ja poprosiłam o obraz "Matki Bożej z dzieciątkiem". To jest pamiątka po niej.

następna galeria