poprzednia galeria

Kinga

rocznik '92, tymczasowo kelnerka

Jestem osobą ze skłonnościami do jesiennych “depresji”,
a kontakt z ludźmi jest moją formą terapii.

Z perspektywy restauracyjnego ogródka spoglądałam tego lata na tłumy gości odwiedzających nasze urokliwe miasto. Przysiadali w gościnnej Browarni na dłuższą lub krótszą chwilę, by posmakować wyjątkowej kulinarnej oferty. Języki świata mieszały się jak w kalejdoskopie.

Magiczny Wrocław przyciąga magicznych ludzi i niezwykłym przywilejem dla kelnerki jest obsługa gości z możliwością poznawania interkulturowych upodobań i smaków. Przekonanie gościa do wyboru nieznanych mu potraw staje się okazją do zbudowania szczególnej relacji z kelnerem. Uśmiechnięty i zadowolony, a tym bardziej powracający ponownie gość jest w mojej pracy źródłem największej satysfakcji.

Nigdy nie przypuszczałam, podejmując pierwsze poważne wyzwanie zawodowe, że praca kelnerki stanie się dla mnie doskonałym poligonem do rozwoju osobistego. Pamiętam jak szybko moje wyobrażenie o tym charakterze pracy zostało zderzone z rzeczywistością. To doświadczenia mierzonych nie tylko kilometrami przebytych dystansów z rękoma obciążonymi zamówieniami czy wielokrotnością pokonanych schodów od kuchni czy baru do stolika klienta. Również doświadczeń wypełnionych niełatwą sztuką komunikacji, budowania relacji czy czytania z niedopowiedzianych potrzeb naszych gości. To moja dojrzewalnia.

następna galeria