poprzednia galeria

Julia

rocznik '90, koszykarka

Braki we wrodzonych umiejętnościach
można nadrobić pracą i sercem.

Zupełnie nie pamiętam przebiegu mojego pierwszego treningu, jednak doskonale pamiętam motywację, która mnie na niego przyciągnęła. Będąc w trzeciej klasie szkoły podstawowej nie za bardzo wiedziałam o co chodzi w tym sporcie, jednak moja starsza siostra była Koszykarką, a to brzmiało dumnie, więc również postanowiłam spróbować!

Wbrew moim oczekiwaniom okazało się, że nie jestem nadzwyczajnym talentem w dziedzinie, ale to wcale nie podcinało mi skrzydeł. Regularnie trenowałam z drużyną, a czasami na podwórku grałam w „dwa odbicia”. To wszystko było miłe, choć ulubionym momentem treningu była dla mnie przerwa na uzupełnienie płynów, ponieważ mogłam poplotkować z koleżankami.

Gdy przyszedł pierwszy mecz moje podejście się zmieniło! Wejście na pustą salę, w nowych strojach meczowych, rozgrzewka treningowa, pierwsi kibice i spotkanie z przeciwniczkami, to wszystko wywoływało u mnie ogromną tremę, a w głowie pojawiały się wątpliwości „czy dam radę?” Jednak cały stres odszedł razem z rzutem sędziowskim. Kiedy piłka w grze trzeba działać szybko, być pewnym siebie i swoich ruchów! Tak zaczęła się moja przygoda z koszykówką.

następna galeria