poprzednia galeria

Szczepan

rocznik '58, weterynarz

Szukając pomysłu na bycie podróżnikiem chciałem być:
przyrodnikiem, geografem, fotografem, a zostałem ... weterynarzem!

W pracy weterynarza najtrudniej jest wtedy, kiedy trzeba uśpić zwierzaka. Zwykle jest to wiadome już po badaniu. Bywa też, że wysiłki mimo wszystko nie dają rezultatu, ale na szczęście zdarza się to rzadko.

Czasem trafiają do mnie trudne przypadki zatruć czy pogryzień. Wtedy radość z powrotu zwierzaka do zdrowia jest ogromna. Bardzo radosne są też porody, bo widok maluchów przychodzących na świat jest przepiękny. Takie zadowolenie z pozytywnych efektów pracy wynagradza wszystkie trudy!

Mieszkam przy gabinecie i mogę pełnić dyżur 24h. Czasami ludzie dzwonią w nocy, mówią, że przyjadą i … nie przyjeżdżają. Rzadko ktoś dzwoni jeszcze raz i odwołuje alarm. Ale najbardziej denerwują klienci, którzy czekają, aż zwierzakowi samo przejdzie. Zdarzają się też niemądre dowcipy. Martwi mnie, że podczas rozmowy z dowcipnisiem jakiś zwierzak nie otrzyma pomocy, bo opiekun trafił na zajęty telefon. Za taki kawał zrobiony straży pożarnej, policji lub pogotowiu odpowiedzieliby przed sądem. Tutaj czują się bezkarni.

Nie każdy nadaje się do pracy na stałym dyżurze. W młodości trenowałem strzelectwo sportowe. To właśnie wtedy, podczas zawodów i podróży, nauczyłem się wypoczywać w każdych warunkach.

następna galeria

Gabinet Doktora Dolittle