poprzednia galeria

Gośka

rocznik '49, instruktorka tai chi

Nie wyobrażam sobie robienia czegoś
czego się nie kocha, co nie jest pasją.

Od 30 lat choruje na SM, ale dzięki systematycznym ćwiczeniom udaje mi się utrzymać ciało pod kontrolą. Po którymś kolejnym rzucie choroby wiedziałam, że musze dużo ćwiczyć, by ciało funkcjonowało tak jak ja chcę. Najpierw chodziłam na aerobik, ale każde intensywniejsze zaangażowanie się powodowało kolejny rzut choroby. Później przez 5 lat uprawiałam jogę, która nauczyła mnie relaksować się, ale była zbyt statyczna. 16 lat temu koleżanka zaproponowała mi tai chi, na które miałyśmy chodzić razem. Ona szybko odpadła a ja w tai chi się zakochałam.

Zdarzyło sie, że lekarz widząc moja formę skierował mnie na badania specjalistyczne, wątpiąc w diagnozę. Badania pokazały, że SM jest, mimo, że nikt patrząc na mnie nie domyśliłby się tego. Teraz jestem instruktorką we Wrocławskiej Akademii Taichi, którą założyliśmy kilka lat temu. Jest to wolontariat.

Ćwiczą u nas głównie osoby starsze, gdyż nasza forma nastawiona jest na poprawę zdrowia, sylwetki, koordynacji, kondycji. Uwielbiam te moje "staruszki", które chcą nadal prowadzić ciekawe, rozwijające życie. Zamiast siedzieć w kuchni lub przed telewizorem z wnukami wolą przyjść na trening, a potem jeszcze skoczyć na koncert, na tańce na wystawę czy inną imprezę.

następna galeria

Wrocławska Akademia Tai Chi: www i FB