poprzednia galeria

Radosław

rocznik '80, modelarz

Pomysł na łódkę urodził się po katastrofach moich samolotów.
Postanowiłem zbudować coś – co nie spadnie.

Zaczęło się przypadkiem w majowy dzień 1994r. Miał to być nudny dzień na urodzinach cioci Marysi, gdzie dorośli mieli swoje własne tematy. Mijając kiosk za szybą zobaczyłem gazetę z narysowanym samolotem. To taka miłość od pierwszego wejrzenia - Mały Modelarz nr 4/1994 samolot SEA HARRIER. Matula kupiła mi go, a całą imprezę oglądałem te kilka kartek i czytałem instrukcję tyle razy, że znałem ją na pamięć. Skleiłem go jeszcze tego samego wieczoru zwykłym klejem biurowym. Wspomogłem go czarnymi gumkami do włosów. Rano części były w strasznym stanie - gumki odcisnęły czarny pas, a ich siła nacisku wcisnęła papier do środka. W drodze ze szkoły kupiłem drugi taki sam model oraz lepszy klej. Przez następne 6-7 lat skleiłem tych modeli blisko 40.

Modele kartonowe powstawały gdy mieszkałem w rodzinnym Zgorzelcu. Modele zdalnie sterowane to historia z Jeleniej Góry. Od dwóch lat jestem we Wrocławiu i tutaj powoli tworzę trzeci rozdział swojej pasji – okręt podwodny. Jednym z pomysłów jest ciągle żywa możliwość zamontowania na nim kamery lub aparatu i robienia zdjęć życiu w zbiornikach, gdzie normalnie nikt zanurzać się nie będzie. Etap czwarty czyli odrobinę dalsza przyszłość, to żaglowiec wielkości 2m i wysokości 2,5m. Ale do tego potrzebne jest miejsce…

następna galeria