poprzednia galeria

Magdalena

rocznik '81, mama po raku

Ludzie nie rozumieją, że jak ktoś jest gruby,
może być po prostu chory.

Odkąd pamiętam zawsze byłam szczupłą kobietą i nigdy nie miałam tendencji do tycia. 2009 rok... coś zaczęła moja waga “szwankować”, ale cieszyłam, że W KOŃCU przybrałam na wadze i wyglądam jak kobieta, a nie dziewczynka. Nadal było coś nie tak, tyłam bardzo i za szybko. W 2011 zaczęłam puchnąć, waga rosła, twarz zrobiła się rozlana i spuchnięta, kark miałam"bawoli", a obojczyków nie było mi widać. Znajomi robili aluzję do mojej wagi, pytali czy nie jestem w ciąży. Kiedy skarżyłam się koleżankom, że tyję usłyszałam, że “mam tyle nie żreć”.

W końcu wybrałam się do endokrynologa, od razu przyjęli mnie na oddział do szpitala wojskowego na Weigla we Wrocławiu. Po trzech tygodniach badań okazało się, że mam guza przysadki mózgowej (choroba Cuschinga). Wiedziałam, że z tą chorobą żyje się średnio 5 lat, a ja od 3 byłam chora. Byłam przerażona. 13 lutego 2012 roku pojechałam do Warszawy do prof. Zielińskiego. Operacja się udała, profesor wyciął cały guz. We wrześniu 2012 roku test ciążowy pokazał dwie kreski. Moja endokrynolog nie wierzyła, że jest to możliwe. Moja córeczka ma 20 miesięcy i jest żywym przykładem cudu.

Do dzisiaj staję na wagę po 3 razy dziennie. Cały czas boję się, że wróci ten “dziad”. Nie jestem w stanie zapomnieć tego co przeszłam, a moja psychika jest poniżej zera.

następna galeria