poprzednia galeria

Dawid

rocznik '87, motorniczy tramwaju

Trudno być bardziej wrocławskim
niż prowadząc niebieski tramwaj.

We Wrocławiu jestem od zawsze. Lubię jego harmider w samym sercu i powolność z dala od centrum. Lubię to, że wszędzie jest blisko. Jak byłem dzieckiem miasto wydawało mi się pojęciem nie do ogarnięcia. Gdy zrobiłem prawo jazdy okazało się, że nie jest takie duże. A gdy wsiadłem w tramwaj okazało się, że przejazd wzdłuż lub wszerz nie zajmuje nawet godziny.

Motorniczym chciałem być od zawsze. Mój stryjek był motorniczym i zawsze mi to imponowało. Mogę narzekać na nieludzkie godziny wstawania, korki, pasażerów i kierowców parkujących 15 centymetrów od torowiska. Ale gdy prowadzę tramwaj czuje, że moja praca jest ważna i potrzebna.

Jestem cichym obserwatorem jak miasto budzi się do życia. Lubię być pierwszą "20" w Leśnicy przed 5 rano. Gdy na pierwszym przystanku tramwaj jest prawie pełen i ludzie stopniowo wysiadają by dostać się do pracy, z dziećmi do przedszkoli lub szkół. Jeśli porównać miasto do wielkiego organizmu. To komunikacja miejska jest krwiobiegiem.

Na początku pracy zdarzało mi się kilka kolizji. Dziwne uczucie, uderzyć w coś tramwajem, bo to tylko słychać, nic w ogóle nie czuć. Zdarzały się na szczęście nie z mojej winy, jak byłem "nowy" za pulpitem. Teraz po kilku latach potrafię być pół kroku przed wszystkimi i przewidzieć niebezpieczne sytuacje na drodze.

następna galeria