poprzednia galeria

Jola

rocznik '73, maratończyk

Pierwsza zasada biegania to nie wpadać w samouwielbienie
i nie dać się ponieść fantazji, aby nie nabawić się kontuzji.

Trzy lata temu poszukiwałam sposobu na odnalezienie siebie. Podczas studiów MBA na WSB we Wrocławiu poznałam kilka sympatycznych osób, dzięki którym postanowiłam spróbować biegania. Początki były bardzo trudne. Nigdy w życiu nie uprawiałam żadnej dyscypliny sportowej i chyba nie mam do tego talentu. Kupiłam książkę ,,Bieganie metodą Galoweya”. Poczytałam jak biegać aby było to przyjemnością i nie nabawić się kontuzji. Wyszłam z założenia, że bieganie będzie przepustką do lepszej kondycji mojej psychiki. I tak małymi kroczkami doszłam do etapu, gdy już źle się czułam jak nie biegałam, a zła pogoda wcale nie była wymówką. Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało, a doszłam do takiego etapu, o którym wspominał mój kolega ze studiów.

Zazwyczaj trenuję na Wałach. Robię pętlę 10 km od mostów Warszawskich przez most Swojczycki do Jazu Opatowickiego. Zajmuje mi to godzinkę. Jeśli moja 10 letnia córeczka Jagódka chce ze mną ,,pobiegać” to jedzie przede mną na rowerku i wszyscy napotkani ludzie śmieją się ze mam swoją osobistą trenerkę. A moja trenerka krzyczy z rowerka: i jak tam mamusiu biegniesz tam?

W roku 2013 po raz pierwszy wystartowałam we wrocławskim maratonie. A moja postanowienie pomaratońskie? 2014 Wrocław, 2015 Mediolan, 2016 Berlin, 2017 Londyn i 2018 Nowy York!

następna galeria