poprzednia galeria

Marta

rocznik '81, wytatuowana przedszkolanka

Trzeba uważać o co się prosi!
Chciałam mieć drugiego kota, więc spadł mi z nieba.
Dosłownie!

Wrocławianką jestem od zawsze. Urodziłam się w tym mieście, wychowywałam i choć moja mama wyemigrowała z Polski gdy miałam 15 lat, to ja zdecydowałam się zostać. Uważam , że Wrocław to piękne miejsce do życia. Można tu spełnić prawie każde marzenie, zakochać się, wychować dzieci… No i może kiedyś się zestarzeć.

Jako nastolatka miałam niezliczoną ilość kolczyków i podwójne brwi. Moje tatuaże pojawiły się później i zawsze wiążą się z istotnymi wydarzeniami. Po śmierci mojej mamy wytatuowałam nogę, a niedawno nadrobiłam zaległości z 3 ostatnich lat - jeden tatuaż za męża i jeden za córkę.

Ostatnie tatuaże robił mi "kolega" z osiedla. Na następnej sesji robiłam dla niego kalki, bo w końcu "umiem trochę rysować". Wymyśliłam sobie , że mój pierwszy kolorowy tatuaż będzie fioletowy, ale on złapał się za głowę i powiedział, że nie ma fioletowego. Odpowiedziałam: “żaden problem - możemy pomieszać”. On od lat tatuuje gotowymi kolorami, a gotowce często otępiają. Ja jeszcze nie miałam tego problemu, więc zamieszałam co trzeba. Teraz mam szansę zostać tatuatorem - kolega chce mnie uczyć.

następna galeria