poprzednia galeria

Krisu

rocznik '76, wieczne dziecko i diler marzeń

Jako dziecko uwielbiałem fantastykę w każdej formie.
I tak już zostało do dziś...

Współorganizując początkowe edycje Szedariady (pierwszego wrocławskiego konwentu fantastyki) czy pracując prawie dekadę w Ogrynie – sklepie oferującym szeroką gamę planszówek, karcianek, książek i RPGów – odcisnąłem swoje piętno na kilku generacjach graczy i miłośników fantastyki. Dlaczego? Bo wciąż z dziecięcą fascynacją zarażałem innych własnymi marzeniami. Bieganie po lesie z karabinem, mieczem czy choćby otuliną, godziny spędzane przy sesjach RPG lub klejeniu i malowaniu figurek; czy to bractwa rycerskie czy drużyny wikingów, fantastyczne trole czy postnuklearni mutanci – każda z tych postaci wpłynęła na to, kim jestem dziś.

Mimo upływu wielu lat, wciąż marzę i wciąż zarażam tym innych. Obecnie krzewię wiarę w Płomień jako członek postapokaliptycznego Zakonu Świętego Płomienia – zagorzałych miłośników klimatów „po zagładzie”, a zarazem grupy lubującej się w eksploracji starych wojskowych kompleksów.

Dwie dekady czynnego siedzenia we wrocławskim fandomie zaowocowało przydomkiem: „Dziadek Krisu”. I choć na pewno jest spora grupa ludzi pamiętająca mnie jako zakręconego małolata, a obecni maniacy fantastyki uważają mnie za dinozaura, wciąż jedynym, co mnie ogranicza, są granice mojej własnej wyobraźni."

następna galeria