poprzednia galeria

Kasia

rocznik '82, miłośniczka jesieni

Kolorowa, pogrążona w blasku słońca przedzierającego się migotliwie przez złote i rude liście lekko tańczące na wietrze. Leniwym światłem ciepło otulająca łodygi wysokich traw. Cichy szum, powolność, pajęczyny lśniące kroplami lekkiego deszczu w zapadającym nagle zmierzchu. Magia ulotności.

Lub szarość. Całe połacie szarości, ciągnące się nisko po niebie ciężkimi chmurami, które niczym opasłe cielska zaraz zahaczą o szczyty kominów i anten na dachach domów. Pogrążona we mgle, tajemniczości i ciszy niedopowiedzeń. Rzeczywistość nie tak rozedrgana i ludzie szybko przemykający chodnikami, jakby bali się wejść w coś, co zaraz pochłonie ich bez reszty głębią swojej szarości, nicości i przygnębienia.

To jest właśnie jesień, którą kocham. Za kolory. Za zmienność. I za mgły. Za całe morze mgieł. We mgle wszystko wydaje się inne, przybiera zupełnie inny kształt. Jest cicho, nostalgicznie i tajemniczo. A ileż pola dla wyobraźni!

Na szczęście Wrocław to miejsce, gdzie jesień można podziwiać w całej okazałości- tą rudo- złotą w całej masie parków i lasów. Tą szarą- najlepiej tuż przed nastaniem świtu wśród starych kamienic, gdzie kroki odbijają się echem na twardym bruku. Chociaż nie urodziłam się we Wrocławiu, to mieszkam tu z małymi przerwami ponad 25 lat. Wyjeżdżam, wracam i nadal szukam swojego miejsca. Wśród kolorowych liści, ołowianych chmur i mgieł.

następna galeria