poprzednia galeria

Joanna

rocznik '89, terrarystka

Jak powiedziała mi znajoma:
jak masz już jednego węża kolejny jest kwestią czasu.

Od najmłodszych lat znosiłam do domu każde małe żyjątko, które po wystraszeniu mamy trafiało z powrotem do swojego naturalnego siedliska. Miałam kolekcje gumowych gadów, a jedna z jaszczurek wychodziła ze mną na spacery i miała pudełkowy domek. Zwierzęta zawsze były w moim domu rodzinnym, jednak nigdy nic z łuskami ...

Dopiero jak skończyłam studia we Wrocławiu i zamieszkałam sama miało się to odmienić. Dzięki znajomemu z doktoratu dowiedziałam się o możliwości kupna węży zbożowych. W ciągu 2 tygodni miałam terrarium, zapas jedzenia i pogłębioną wiedzę od zaprzyjaźnionej terrarystki. Najpierw trafił do mnie Amok - klasyczny malutki okaz mieszczący się w jednej dłoni. Potem Fjaer - jeszcze mniejszy i zdecydowanie słabszy. Po prawie 2 latach dołączyła do nas mahoniówka melanistyczna. Zapewne nie będzie ostatnia, bo u mnie nawet najbardziej kąśliwa bestia znajdzie bezpieczny dom.

Znajomi traktują moje hobby raczej neutralnie. Czasami nazywają mnie “matką węży” (w nawiązaniu do GoT). Rodzina jest przyzwyczajona, a największą entuzjastką węży została moja 3-letnia chrześnica! Zanim nauczyła się mówić moje imię byłam "awa sysy", co w wolnym tłumaczeniu znaczy ciocia od węży.

następna galeria