Artur

rocznik '82, właściciel antyku

 

Kiedyś nie wyobrażałem sobie mieszkać gdzie indziej.
Tym bardziej bez Niej.
Kiedyś tak się stanie. I być może Ją porzucę.
A właściwie zostawię. Tak jak Wrocław.

Kiedyś byłem bezdomny. Mój dom nie był mój. Szukać swojego postanowiłem we Wrocławiu. Tułałem mieszkanie po mieszkaniu. A każde było brzydkie. Brzydotą obce. Kiedyś nareszcie znalazłem dom. Brzydki. Odrapany. Krzywy. Taki mój. Po starych właścicielach miał żyrandole. Też stare.

Niepogodzony z samym sobą i tym, co przynosi sufit, skrycie marzyłem o Niej. Miała nieść świetliste piękno, a spotkałem Ją w jakiejś ciemnej norze. Nyży właściwie.

Zaprosiłem do siebie. Była dobrze po czterdziestce. Uroda nieoczywista. Stabilny dół. Obfita góra. Widać też, że bita. Jednak biło od niej wewnętrzne ciepło. Trochę kaprysiła, ale została. Żona też została, nawet z naszą trwałą ondulacją bytu pogodzona.

następna galeria