Marcelina

rocznik ‘87, steperka

Zmieniłam swoje stopy w perkusję.

Trafiłam do Wrocławia kilka lat temu. Nie chciałam przeprowadzki. Zgodziłam się na nią. Tutaj nauczyłam się być egoistką, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Na początku walczyłam z miastem, ze wszystkim co ze sobą niosło i ze sobą w nim. Wszystko co dobrze się zaczynało, kończyło się źle. Dopiero gdy miałam już dość dotarło do mnie że jest tak, ponieważ wszystko co robię, robię wbrew sobie. Razem ze zrozumieniem przyszła zmiana. Z miasta opadła szara mgła którym otoczyłam je w mojej głowie. Słuchanie Elli Fitzgerald o drugiej w nocy, kończyło się wycieczką następnego dnia na Kozanów po gramofon, bo "przecież ona tak cudnie by brzmiała z winyla". Bulwar Dunikowskiego okazał się najlepszym miejscem by z ołówkiem w dłoni przelewać głowę na papier. W nowej pracy nie potrzebne było doświadczenie by programować, wymagane były tylko chęci i zapał.

A gdy pewnego wieczoru sącząc wino i oglądając musical stwierdziłam, że potrzebuję w moim życiu czegoś tak radosnego, ekspresyjnego i wyrazistego jak spontaniczny taniec na ulicy, znalazłam swoje miejsce we Wrocławskiej Stepowni.

Wrocławska Stepownia

następna galeria