poprzednia galeria

Andrzej

rocznik ‘53, malarz

Od połowy lat 90 sztuka na świecie się rozsypuje,
a ja ciągle dostaję sygnały, że już się nie maluje obrazów ręcznie.

Już w dzieciństwie wiedziałem, że mam zdolności plastyczne po ojcu i po całej rodzinie mojej matki. Mój ojciec był świetnym rysownikiem i architektem, a ja próbowałem naśladować jego rysunki. Kiedyś do naszego domu miał przyjechać wujek Konrad, a matka poprosiła mnie abym namalował mu jakiś obrazek. Siadłem na oknie. Namalowałem swoje nogi, po lewej stronie wnętrze pokoju, a po prawej stronie ulicę przez okno. Kiedy Konrad wziął ten rysunek, powiedział “to ty będziesz malarzem”, a mnie to wystarczyło. Małe dziecko dostało “pieczątkę”, kopa i proszę bardzo w drogę. Od tamtej pory zacząłem malować, rysować i tworzyć.

Po przeprowadzce do Wrocławia od razu trafiłem do najgorszej klasy w podstawówce, do 7d. W klasie sami chuligani, pochodzenia rodzin kryminalnych i alkoholików. Jednak nie miałem z nimi problemów, bo mieli do mnie szacunek za rysowanie im szablonów więziennych tatuaży.

andrzej.jarodzki.com

następna galeria