Bodo

rocznik ‘74, Szkoła Przygody SAS

Z perspektywy lat widzę wyraźnie, że nie było w moim życiu żadnego mitycznego punktu zwrotnego. Czyste zbiegi okoliczności, czyste przypadki.

Od ponad ćwierć wieku pracuję z dzieciakami w górach, od pięciu lat z dorosłymi. Dwieście siedemdziesiąt dni w roku spędzam na wyprawach i podróżach. Żadnego wolnego weekendu poza świętami. Jeden miesiąc na zupełnie prywatną, wolną od odpowiedzialności za innych podróż, najczęściej do Azji. W domu też góry: sprzętu alpinistycznego, lin, podróżniczych gratów. Dwa rowery, full i miejski połykacz kilometrów. Wszystko podporządkowane kalendarzowi wypraw. Jak mawia moja dziewczyna: całe życie na przepaku.

A przecież miałem być artystą, startowałem do liceum plastycznego, miałem wyraźne inklinacje w stronę rzeźby i na tym polu naprawdę niezłe wyniki. Zamiast gonić po górach, pewnie teraz siedziałbym w pracowni, ubrany w ubrudzony gipsem fartuch. Miałbym dłonie spracowane od dłuta, a nie od skał. Żyłbym w świecie, który ciężko mi sobie teraz wyobrazić. Żyłbym.

Ale wystarczyło 2 pkt na egzaminie mniej i artysty nie ma.Jest za to facet uzależniony od gór i przestrzeni, którą góry dają. Jest nomad, którego wciąż gdzieś nosi. Ale nade wszystko, jest idea, by tym doświadczeniem wciąż się dzielić z innymi.

Wszystko, dzięki przypadkom.

Szkoła Przetrwania i Przygody S.A.S

następna galeria