poprzednia galeria

Anna

rocznik '93, składa swój motocykl

Od rzeczy kupionych wolę te zrobione samemu.
Zwłaszcza, jeśli to jest motocykl.

Gdy niektórzy znajomi zobaczyli mój nowy zakup - stare Suzuki GS 500E w zaawansowanym stadium rozkładu - pukali się w czoło. Bo czy nie lepiej zapłacić więcej i mieć coś, co jeździ od razu? Ale jak piękne jest podnoszenie motocykla z upadku, a później jazda maszyną, którą znasz w całości, której każda część była starannie wybrana, przygotowana i założona, a najmniejsza śrubka dokręcona na tyle N*m, ile pisze w książce serwisowej. Nawet jeśli będę z czymś mieć problem - mam do pomocy tyle męskich rąk i głów ile trzeba.

Kiedyś pewien facet na wystawie motocykli nie chciał mi otworzyć dekielka od SHL M11, który przed chwilą otwierał dla jakiś chłopców. - A wie pani chociaż co tam jest? - zapytał, pewien że przy odrobinie szczęścia powiem "gaźnik". - Oryginalnie, powinien tam być gaźnik z okrągłą komorą pływakową PEGAZ, i myślałam, ze może uda mi się zajrzeć - powiedziałam. Otworzył.

Jestem we Wrocławiu, bo dostałam się tutaj na studia na ASP, ale nie jestem jakoś szczególnie z nim związana. Pewnie dlatego że nie lubię miast. Nigdzie tu nie chodzę i zawsze z niecierpliwością czekam aż pojadę do domu do mojej wioski. Są też plusy. Sklepy w których można kupić niemal wszystko, to że czasem spotyka się ciekawych ludzi, że można uczestniczyć w fajnych wydarzeniach kulturalnych albo pójść na giełdę płyt winylowych.

następna galeria