poprzednia galeria

Dominika

rocznik '91, fotografia

We Wrocławiu lubię otwartość i brak elitarności.
Inne duże miasta kojarzą mi się z hermetycznością i oklepanym schematem.

Jako 14-15 letnie dziewczę, dostałam od rodziców aparat o jakości o wiele niższej niż dzisiejsze przeciętne aparaty w telefonach komórkowych. Użytek z niego na początku był bardzo “standardowy” - uwiecznianie tego, co akurat przykuło moją uwagę: samotne drzewo na polu, fragment architektury, zastane na ulicach sceny itp. Potem wciągnęły mnie bardziej możliwości kreowania, niż samego chwytania rzeczywistości.

Babranie się w różnych cieczach, mających udawać krew (czasem jest to farba, czasem sok z buraczków), zabawa z robakami, uciekającymi z planu zdjęciowego, plątanie ludzi bandażami i włosami, które nie chcą się później tak łatwo rozplątać, pakowanie się w różne, niezbyt wygodne czy czyste i nie zawsze łatwo dostępne miejsca…

Kiedyś jak robiłam z koleżanką zdjęcia w opuszczonym, zrujnowanym budynku, zaskoczyli nas panowie policjanci. Koleżanka była mocno roznegliżowana i w masce przeciwgazowej. Nie wiedzieli co powiedzieć, kazali nie ćpać i nie demolować. To Wrocław - ludzie są raczej życzliwi, ale nie wścibscy, w większości otwarci i szczerzy, ale nie nachalni. Ze wszystkich miast w Polsce, w których byłam - to jest moje ulubione.

następna galeria