poprzednia galeria

Dorota

rocznik '76, akwarystka

Nie używam telewizora,
za to na akwarium mogę gapić się godzinami.

Kiedyś miałam w domu 5 akwariów. W tym największym pływała pielęgnica pawiooka (Astronotus ocellatus). W pozostałych pływały muszlowce (Neolamprologus multifasciatus); kolcobrzuchy słodkowodne (Carinotetraodon travancoricus); microrasbory galaxy i krewetki karłowate (Celestichthys margaritatus); zwinniki Blehera (Hemigrammus Bleheri). Jestem zwolenniczką zbiorników biotopowych.

Na ryby jeżdżę od dziecka jako osoba towarzysząca. Czasem uda się coś złapać, ale nie o to mi chodzi, bo w życiu nie zabiłabym ryby! Zawsze je cmokam w pyszczek i wypuszczam. Kiedyś tata przyniósł karpia na Wigilię. Żywego! Całą noc nie spałam - klęczałam przy wannie opowiadając mu jakieś dziecięce opowieści. Byłam w szoku, jak następnego dnia znalazłam go na półmisku. Zwyzywałam Tatę od morderców i nigdy mu tego nie wybaczyłam. Od tamtej pory nie było w naszym domu karpia na Wigilię.

Wrocławskie Towarzystwo Akwarystyczne to wciąż prężna organizacja. Największą trudnością, z którą się borykamy, jest niewielka liczba członków. Jest coraz mniej chętnych do charytatywnej działalności, a daje to szansę na realizowanie się i pogłębianie wiedzy akwarystycznej. Wielu ludzi odstrasza, że wymaga również ciężkiej pracy, zwłaszcza przy realizacji jakiegoś „projektu”.

następna galeria

nasza strona: www.wta.org.pl