poprzednia galeria

Przemek

rocznik '84, biegacz

Jesteśmy bardzo rozbieganym narodem. Dziś co chwilę jakaś laseczka pomyka z gracją w legginsach, aż żal ją wyprzedzać...

Ja i tak jestem biegaczem “lajtowym”. Biegam by biegać. Ewentualnie by poprawiać swoje kiepskie rekordy albo by dobiec do mety i nie umrzeć! Trzeba wiedzieć, że zanim bieganie da pozytywnego kopa w postaci darmowego narkotyku jakim jest endorfina to jest sporo bólu, czasem łez i sporo wyrzeczeń. Moje bieganie nie przeszkadza mi w piciu piwa i z rzadka paleniu szlugów (!). Biegam na maksa i zawsze wyprzedzam, nawet jak padam na mordę ze zmęczenia, serce strajkuje a płuca są na L4. No chyba, że całkowicie baterie siądą! Wtedy kaplica!

Lubię określenie „Wrocławianin z wyboru” chociaż nie ja je ukułem. Nie urodziłem się tutaj, ale wybrałem jako swoją nową ojczyznę. Było to dekadę temu zaraz po maturze.

A może to ono wybrało mnie? Moje miasto z polską, czeską i niemiecką historią, zupełnie tak samo jak ja. Poznałem i wciąż poznaję wspaniałych ludzi. Żyję tym miastem, oddycham nim i czuję je we krwi.To Wrocław jest moim najlepszym przyjacielem, nawet ze wszystkimi swoimi wadami. Nigdzie nie spotkałem tylu lokalnych patriotów, nigdzie indziej przyjezdni nie czują się jak w domu. Najbardziej lubię je odkrywać biegając. Zawsze znajdę coś nowego, zawsze mnie mój Wrocław czymś zaskoczy.

następna galeria