poprzednia galeria

Tomek i Ala

rocznik '76, żywiciel pasożyta

Cholera, mam prawie 40 lat i wciąż próbuję odpowiedzieć na pytanie: Kim jestem? Mam nadzieję, że to problem całej ludzkości, bo głupio by było być tym jednym z nielicznych facetów ok. czterdziestki, który wciąż nie określił swojej tożsamości. Przynajmniej nie próbuję kupić motocykla i podrywać osiemnastolatek. Tak czy inaczej długo rozmyślałem i chyba wiem, co mnie definiuje. Mam pasożyta, od 10 lat. Pasożyt rośnie jak na drożdżach, rozwija się, już nawet mówi i robi sobie jaja ze swojego nosiciela. Próbuję z pasożytem wchodzić w symbiozę, więc łażę z nim do kina, zachęcam do czytania książek i komiksów, które lubię. Zarażam fantastyką (a co, pasożyt z zarazą – incepcja!), gramy w planszówki, może kiedyś polubi RPG. Pasożyt jest małą, inteligentną księżniczką, więc trzeba uważać, co się mówi, bo pasożyt płaczem wskazuje moje niewłaściwe zachowanie. A wtedy trzeba kombinować, co zrobić, by się znowu śmiał, bo faktycznie, jak się śmieje, to (truism alert!) śmieje się cały świat. Mój świat. Młoda twierdzi, że nigdy nie jestem poważny i że zawsze żartuję. Jak być poważnym, skoro patrzysz na najbardziej udanego pasożyta na świecie? Człowiek wie, po co żyje.

Wrocław to moje drugie miasto. Spędziłem w nim 5 lat, kolejne kilkanaście pojawiam się w nim regularnie, a to by uczyć studentów (jakby uczenie na co dzień młodszych dzieciaków nie było wystarczającą zbrodnią wobec ludzkości), a to by być studentem (dość podeszłym wiekiem). Zostało tu dużo wspomnień, są przyjaciele, jest to poczucie, że jestem u siebie. To też chciałbym zostawić małej. Niech wie, dlaczego stary lubi Wrocław.

następna galeria