poprzednia galeria

Paulina

rocznik '81, malarka

Z miłości do zwierząt przeszłam na weganizm.
Wszystkim polecam. Roślinne jedzenie jest pyszne i zdrowe.

Oddycham Wrocławiem od urodzenia, ale ostatnio zaczęłam się nim trochę dusić. Męczy mnie miasto, tłum ludzi, hałas, wszechobecny beton. Marzę o zamieszkaniu na wsi, w małym drewnianym domku, z mężem i moimi trzema psiakami. Pod Wrocławiem oczywiście!

W międzyczasie maluję i szyję. Bez tego pewnie bym już dawno zwariowała. Uspokaja mnie to. Do malowania rozkładam się na podłodze. Sztalugi już nie używam. Wprawdzie po dniu malowania w pozycji klęczącej mam straszne zakwasy i czuję się jak po kilu godzinach na siłowni, ale tak jest mi wygodniej i łatwiej. Mam zasadę - maluję i szyję tylko wtedy, gdy mam na to ochotę. Nie potrafię i nie chce się do tego zmuszać. Czasami powstaje kilka obrazów w miesiącu, czasami przez kilka miesięcy ani jeden. Podobnie jest z moimi Smutnymi Misiami, ostatnio miałam prawie dwuletnią przerwę od szycia. Nie robię też już niczego na zamówienie. Bardzo mnie to stresuje.

Tak samo jak bez malowania i szycia, nie mogłabym żyć bez zwierzaków. Razem z mężem przygarnęliśmy trzy suczki – Lolę zabraliśmy ze schroniska, Franię adoptowaliśmy z domu tymczasowego, a dla Krysi to my mieliśmy być domem tymczasowym, ale zakochaliśmy się w niej i została.

następna galeria

Moja twórczość: malarstwo olejne i Smutne Misie